Historia

Wędkarska pasja łączy nas już od 4 pokoleń. Wędkarskiego bakcyla przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie. Dzieląc się długoletnią wiedzą i z szacunkiem podchodząc do wędkarskich tradycji nie boimy się patrzeć w przód i odkrywać wędkarski świat na nowo. Wszystko zaczęło się od naszych dziadków. To oni zapoczątkowali wędkarską tradycję    w rodzinie. Czesław i Henryk swoją przygodę z wędkarstwem rozpoczynali w czasach gdy słowo "wędka" kojarzyło się z leszczyną, a bambusowe kije były czymś czym dziś dla nas są wędki wykonane z wysokomodułowego grafitu. 

 

W wędkarstwie znaleźli swój sposób na odpoczynek i wspólne spędzanie czasu w rodzinnym gronie stając na przeciw panującym stereotypom. Wędkarstwem zarazili dwa kolejne pokolenia. Kolejny w klanie zarażony wędkarskim bakcylem był Andrzej. W czasach gdy Meppsa można było kupić jedynie w Pewexie i to za dolary, w domowym zaciszu Andrzej, kolejny z pokolenia, tworzył pierwsze woblery, czy inne przynęty spinningowe.  To właśnie on był głównym inicjatorem rodzinnego "dłubania". Kto z nas nie miał w spinningowym pudełku wykonanej z łyżeczki do herbaty boleniowej wahadłówki?

Pierwsze kroki to nauka na błędach. Tysiące spędzonych nad lipowym drewnem godzin (szczęściarze mieli dostęp do balsy), pocięte palce, góry strużyn i setki niepływających prototypów. Wszystko to prowadziło do udoskonalenia rzemiosła, techniki wytwarzania i pozwoliło na tworzenie przynęt, które w pełni spełniały pokładane w nich oczekiwania."Trening czyni mistrza" i "nauka przez zabawę" te stare przysłowia sprawdzają się w 100% w życiu każdego rękodzielnika i wędkarza. Doświadczenia zdobyte nad wodą, obserwacja zachowań ryb oraz ich wnikliwa analiza znalazły i po dziś dzień znajdują odzwierciedlenie w tworzonych przynętach.

     

Skuteczność własnoręcznie wykonanej przynęty cieszy najbardziej, zwłaszcza gdy jest w odpowiedni sposób nagradzana.

 

Możliwość dzielenia się i zarażania innych swoją pasją motywuje do ciężkiej pracy i przynosi największą satysfakcję. Beata jest tego najlepszym przykładem. Nie mogło być inaczej mając w domu jednocześnie wędkarskiego pasjonata jak i rękodzielnika. Sama dostała bzika na punkcie wędkarstwa, często pokazując męskiemu towarzystwu, że słaba płeć jest wręcz stworzona do wędkarskiej rywalizacji.

Rodzinny bakcyl poszedł w świat i tak oto trzecie pokolenie, już od najmłodszych lat zdobywało wędkarskie szlify. Grzegorz i Marek.

     

Najpierw pierwsze wędkarskie kroki pod czujnym okiem Taty (żaden z nas nie pamięta swojej pierwszej złowionej ryby). Pierwsze starty w zawodach spławikowych i samotne, wielokilometrowe wędrówki ze spinningiem w ręku. Wędkarstwo w rodzinnym gronie towarzyszy nam od najmłodszych lat. Nauczył nas nie tylko czytania wody ale pokazał jak doceniać uroki przyrody, szanować jej piękno i umiejętnie ją obserwować, tak by  czas spędzony na jej łonie był najlepszą formą relaksu.

W końcu ;-) Grzegorz postanowił przedstawić się wędkarskiemu światu. Uzbrojony w samozaparcie, wędkarskie doświadczenie i wsparcie reszty ekipy założył firmę MECH, której debiutancki występ mogliście obserwować na II targach wędkarskiego rękodzieła w Sławie w 2016 roku. 

 

Wędkarską pasję można dzielić na róże sposoby tak jak robi to Iza. W końcu nie od dzisiaj wiemy, że to "Szyja" kręci głową :-)

Wędkarską "grypą" jak również umiejętnością poświęcenia się jej bez reszty zaraziliśmy naszych najbliższych przyjaciół. Idealnym tego przykładem jest Robert. "Złów i wypuść" to dewiza, do której stosuje się od samego początku, każda z jego zdobyczy zawsze wraca do wody w świetnej kondycji.

 

Pierwsze szlify w wędkarskim rzemiośle zdobywają również najmłodsi. Kto wie, być może z czasem zasilą szeregi rodzinnej drużyny, ale póki co odkrywają tę piękną pasję pod czujnym okiem kolegów po kiju. Mały Marek w akcji:

... Resztę historii poznacie wędrując po naszej stronie www.mech.com.pl lub naszym profilu na Facebooku (MECH Woblery i WrocŁawica) gdzie zamieszczamy bieżące informacje i ciekawostki z wędkarskiego świata. Historię tę piszemy w dalszym ciągu i zachęcamy wszystkich do wspólnej przygody.

 

 

 

DrukujE-mail